Moja Islandia

Moja Islandia – wernisaż wystawy – niezwykłe miejsca, niezwykłe ujęcia

W Ostrołęckim Centrum Kultury ( hol kina Jantar ), ul. Inwalidów Wojennych 23 prezentowana jest wystawa fotograficzna Bogdana BiałczakaMoja Islandia

WYSTAWA CZYNNA DO 12 MAJA 2013 R. ZAPRASZAMY!

Bardzo serdecznie zapraszamy do obejrzenia reportażu z wernisażu.

Katalog do wystawy opatrzył swoim cennym słowem Sławomir Olzacki, Artysta Fotograf, członek Fotoklubu Rzeczypospolitej Polskiej oraz Ostrołęckiego Towarzystwa Fotograficznego i wieloletni fotoreporter:

Islandia wyobraźnią stworzona.

Bogdan Białczak jest odważnym człowiekiem. Kilka zdań uzasadnienia. Po pierwsze, trzeba mieć odwagę, by proponować fotoreporterowi i dziennikarzowi napisanie kilku słów do takich zdjęć. Ostrołęckie popioły, mówiąc ściślej, popioły z ostrołęckiej elektrowni, do niedawna znałem od jednej tylko strony. Mianowicie od strony problemów, jakie ich istnienie niesie mieszkańcom okolic, zwłaszcza Łęgu Przedmiejskiego. Dla nich składowisko to problem wszechobecnego pyłu – na szybach, w mieszkaniach, na karoseriach samochodów. To przyczyna paprykarskiego pytania: „jak żyć?”.
Słowem idealny temat na dziennikarską interwencję. Po drugie, trzeba mieć odwagę, by próbować przekonać widza, że ten obraz ekologicznej degradacji może skrywać w sobie niezauważalne w pierwszej chwili piękno. Piękno formy, wytworzonej przez wiatr i wodę. Urodę barw chemicznych związków. Frapującą strukturę powierzchni, wydobywaną na krótkie chwile przez padające w szczególny sposób światło. Po trzecie wreszcie, trzeba mieć w sobie odwagę, by kawałek zatrutej popiołami ziemi, porównać do sławnej Islandii. Odwagę, ale i wyobraźnię i zdolność kojarzenia, bo piękno Islandii w znacznej mierze też wzięło się przecież z ognia i wulkanicznych popiołów. Od narodzin fotografii aż do dziś pogląd, że fotografia to czysto mechaniczny, bezduszny sposób rejestrowania rzeczywistości, ma całkiem sporą grupę zwolenników. Nie brakuje jednak ludzi (ja również należę do tej grupy), dla których fotografia, to przede wszystkim język. Język opowiadania o świecie i jego interpretowania. Wybierania tych miejsc i momentów, które fotografowi wydają się godne utrwalenia i pokazania. Dzięki odwadze Bogdana Białczaka oraz jego fotograficznemu kunsztowi miałem szansę zobaczyć coś niezwykłego w miejscu, które przecież znałem. Piękno form i barw. Opowieść o tym, jak życie wkracza także i w takie niegościnne rejony i próbuje je sobie zagospodarować – jak jaskółki brzegówki.
Stwierdzenie o odwadze Autora tych zdjęć jest dalece niepełne. Należy koniecznie dodać, że jest człowiekiem z wyobraźnią i ogromną artystyczną wrażliwością a także najwyższej klasy fachowcem fotografem. Co powiedziawszy, udaję się w podróż do jego Islandii, gorąco namawiając Państwa do takiej samej podróży, możliwej dzięki tym niezwykłym fotografiom.